Rzeka cierpliwości

“Rzeka cierpliwośći” W. Lamba jest powieścią którą niezwykle trudno było mi ocenić. Fabuła rozpoczyna się od tragicznych wydarzeń. Corbin, trzydziestoparoletni mąż i ojciec bliźniąt, doprowadza do wypadku, po którym trafia do więzienia. Pierwsze kilkadziesiąt stron dosłownie mnie rozbiło. Nie pamiętam książki, która byłaby dla mnie aż tak trudna emocjonalnie. To oczywiście kwestia mojej wrażliwości na poruszony temat, ale też świadomości, że podobne tragedie dzieją się tuż obok nas, poza literacką fikcją.
I właśnie po tym mocnym uderzeniu przyszło coś, czego się nie spodziewałam- moment, w którym sama musiałam odnaleźć w sobie pokłady cierpliwości. Choć historia Corbina miała ogromny potencjał, jego dalsze losy w moim odczuciu zostały zarysowane zbyt powierzchownie. Miałam wrażenie, że na początku poznałam człowieka, który nagle w więzieniu bez żadnego etapu przejściowego stał się kimś zupełnie innym.
Zabrakło mi pokazania autentycznego procesu zmiany, walki z uzależnieniem czy ewolucji postrzegania własnej winy. Odniosłam wrażenie, że Corbin przez większość czasu pozostawał tym samym człowiekiem. Z kolei dramat pozostałych członków rodziny został jedynie zarysowany, zabrakło mi jego głębszego rozwinięcia.
Wątek więzienny również nie do końca mnie przekonał. Mocno kojarzył mi się z amerykańskim kinem typu „Skazani na Shawshank” czy „Zielona Mila”. Mamy tu klasyczny, niemal czarno-biały podział: dobrzy i źli strażnicy, układy, zdarzenia, którym nie da się przeciwdziałać. Zabrakło mi w tym wszystkim zniuansowania i pokazania ludzi w ich pełnej złożoności.
Choć książka reklamowana jest jako literatura piękna, dla mnie była raczej dramatem obyczajowym. Niestety rozczarowało mnie też zakończenie- zupełnie odebrało mi pole do jakiejkolwiek sensownej interpretacji drogi bohatera.
Być może jest to zbyt surowy osąd ale w trakcie lektury czułam się, jakbym trzymała w rękach literacką wydmuszkę: coś, co ma ciekawy kształt, ale w środku brakuje mu autentyzmu i prawdy, która pozwoliłaby mi przeżyć tą historię, uwierzyć w nią i coś z niej wynieść.
Podsumowanie
„Rzeka cierpliwości” ma wszystko: sprawny warsztat, mocny punkt wyjścia i ogromny ciężar gatunkowy. A jednak zabrakło w niej życia. To nie jest zła książka i jestem przekonana, że wielu czytelników się nią zachwyci. Dla mnie była to jednak opowieść, która zaczęła się od trzęsienia ziemi, by później szybko stracić swoją siłę.
Książkę otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej.