← Wróć do listy
Rufi Thorpe

Margo ma kłopoty

Opublikowano: 2026-02-28 • Ocena: 8/10
Okładka Margo ma kłopoty

Margo ma kłopoty to dla mnie swoisty amerykański koncentrat. Rufi Thorpe stworzyła powieść, która jest jak współczesna Ameryka w pigułce – jaskrawa, brutalna, a jednocześnie dziwnie fascynująca. To książka burząca stereotypy, choć paradoksalnie mocno na nich stoi.

Autorka napisała rzecz gęstą, w której główna bohaterka stanowi podręcznikowy przykład „odpowiedzialnego dziecka nieodpowiedzialnych rodziców”. Wychowana w cieniu narcystycznej matki i ojca legendy wrestlingu, który bywał głównie mitem, a nie tatą, dziewczyna wyrasta na przekór swoim korzeniom. Kiedy romans z wykładowcą kończy się ciążą, 19-letnia Margo, zamiast pozbyć się „problemu”, decyduje się na przekór wszystkim urodzić Bodhiego. To moment, w którym pasywność ustępuje walce o byt i właśnie tu zaczyna się ta historia.

Thorpe pokazuje macierzyństwo bez filtra. Każda kobieta, która wcześnie urodziła dziecko, rozpozna ten obrazek z autopsji i uśmiechnie się nad nim raczej smutno. Tak właśnie jest: każdy dzień to poligon, wyzwanie i całkowite podporządkowanie swojego życia nowemu istnieniu. Margo, pozbawiona wsparcia nagle musi dorosnąć. Dostała od życia słabe karty, ale gra nimi z imponującą wprawą. Autorka bez pardonu wrzuca nas w tematy, które dzieją się obok nas. Porusza kwestie sexworkingu i OnlyFans, analizując prawo matek do zarabiania w ten sposób. Mierzy się z brutalnością internetowego hejtu a także pokazuje specyfikę doby mediów społecznościowych. Nie podobały mi się religijne nawiązania ale rozumiem sens ich użycia. Nawet tam, gdzie nie zgadzam się z postawionymi tezami, szanuję ten głos. To świadoma i odważna narracja o zjawiskach będących częścią naszej codzienności.

Relacje w tej książce są gotowym materiałem do studium psychologicznego. Mamy tu emocjonalne odwrócenie ról: Margo czuje się odpowiedzialna nie tylko za swoje dziecko ale także za swoich rodziców. Matka, która była obecna zawodzi, a wiecznie nieobecny ojciec wraca, oferując akceptację, której sam również potrzebuje. Motyw powolnego budowania więzi Margo z tatą był wyjątkowo poruszający. Do tego dochodzi wątek wrestlingu, który wyrasta do rangi życiowej filozofii – jest jaskrawy, i nieco przerysowany. Kolejną wisienką w tej trudnej codzienności są listy od JB. Ta urocza korespondencja daje Margo, a przy okazji czytelnikowi, realną nadzieję na jakieś „później”. Książka ma w sobie coś z gotowego scenariusza i nie dziwi fakt, że ekranizacja jest już w drodze. Thorpe stosuje genialny zabieg techniczny: gdy sytuacja staje się dla Margo zbyt trudna do udźwignięcia, narracja pierwszoosobowa ucieka w trzecią osobę. Ten dystans do własnych przeżyć jest świeży i znakomicie spełnia swoje zadanie. Zaintrygowała mnie też refleksja autorki nad tym, ile pisarza jest w jego dziele. Thorpe sugeruje, że każda historia to wariacja na temat samego twórcy. Jeśli tak, to po tej lekturze mam poczucie, że poznałam Rufi Thorpe na tyle dobrze, by chcieć spotkać się z nią przy kolejnych jej książkach. Margo ma kłopoty to historia o nauce pływania w bardzo głębokiej i mętnej wodzie. To opowieść o dziewczynie, która musiała przedwcześnie dorosnąć, ale w kolorowym, przerysowanym świecie, z płaczącym dzieckiem u boku, odnajduje własny głos i siłę. Rufi Thorpe napisała książkę odważną, technicznie sprawną i denerwująco aktualną. To kolejny „wykwintny deser” od wydawnictwa Gorzka Czekolada, w którym zasmakowałam. I będę jeszcze długo o nim pamiętać.