Dwoje nad przepaścią

Założenia fabularne brzmiały jak przepis na hit. Mamy Zandera– 18-letnią gwiazdę filmową z kryzysem wizerunkowym na koncie. Aby odzyskać twarz, chłopak bierze udział w reality show: 4-dniowym survivalu w sercu Australii. Towarzyszyć mu ma zwyciężczyni konkursu oraz Guru Survivalu. Pech (lub przeznaczenie) chce, że zamiast wiernej fanki, u jego boku staje Charlie– 17 letnia dziewczyna, która szczerze go nie znosi, a udział w programie bierze tylko po to, by wyświadczyć przysługę przyjaciółce która konkurs wygrała.. Klasyczne enemies to lovers w dziczy? Brałam to w ciemno!;)
Najpierw o tym co zagrało? Mimo mojego wewnętrznego marudy, muszę oddać autorce, co królewskie: Bohaterowie: Zander i Charlie są naprawdę dobrze napisani. To postacie z przeszłością, które dają się lubić, a ich motywacje stają się jasne wraz z kolejnymi rozdziałami.
Tempo i klimat: Książkę „pożarłam” w jeden wieczór. Język jest lekki, akcja mknie do przodu, a ciekawostki o australijskiej przyrodzie dodawały historii autentyczności.
Relacja: Uczucie między bohaterami nie wybucha nagle – ewoluuje powoli, co mi się bardzo podobało.
Skoro jest tak dobrze, to skąd ten niesmak? Cóż, im głębiej w australijski busz, tym częściej logika pakowała walizki i opuszczała tę historię. Absurdy goniły absurd: od faktu, że organizatorzy pozwolili osobie postronnej wejść do programu bez żadnej weryfikacji, po sytuacje, w których bohaterowie niemal giną na wizji.
W pewnym momencie survival zamienił się w „Igrzyska Śmierci”, co było kompletnie niedorzeczne w formacie zwykłego reality show. Gdy postacie walczą o życie, a produkcja reaguje na to jedynie wzruszeniem ramion, wskazówka na moim „radarze wiarygodności” wyszła poza skalę i już nie wróciła.
Zakończenie natomiast, zamiast satysfakcji, przyniosło mi czystą, soczystą irytację. Nieracjonalne zachowania i brak wyciągania konsekwencji sprawiły, że poczułam ten „peselowy ból”. Rozumiem konwencję young adult, ale nie potrafię przymknąć oka na fabułę, która traktuje czytelnika jak kogoś, kto bezrefleksyjnie „łyknie wszystko”.
Podsumowanie
„Dwoje nad przepaścią” to książka, przy której bawiłam się dobrze... dopóki nie zaczęłam jej analizować;). To szybka, przyjemna lektura, ale uważam, że potencjał był znacznie większy. Autorka poszła na łatwiznę, nie zagłębiając się w psychologię i nie wyciągając wobec bohaterów żadnych realnych konsekwencji z wydarzeń, które na nich sprowadziła.. Myślę jednak, że wielu osobom (zwłaszcza tym młodszym ;) ) może się bardzo spodobać.