← Wróć do listy
Weronika Mathia

Chłód

Opublikowano: 2026-04-25 • Ocena: 7/10
Okładka Chłód

W swojej najnowszej książce „Chłód” Weronika Mathia zabiera nas do Pasymia, balansując między rokiem 1994 a współczesnością. Krwawa zbrodnia sprzed lat, gdy Szymon Biały zabił siekierą swojego przyjaciela na środku zamarzniętego jeziora, powraca jak echo w chwili odnalezienia zwłok jego wnuka, Patryka.

Są książki, które czyta się dla fabuły, i takie, które czyta się dla atmosfery. „Chłód”, dla mnie, zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Tytułowa aura towarzyszyła mi przez całą lekturę. W prozie Mathii czuć inspirację skandynawskim noir: surowość przyrody i oszczędność w emocjach. Zimowa, mazurska sceneria idealnie nakłada się na duszny niepokojący klimat.

Zacznę od tego co było świetne. Najmocniejsze wrażenie zrobiły na mnie wydarzenia z przeszłości i to one w dużej mierze „udźwignęły” tę powieść. W tej linii czasowej Mathia prowadzi narrację spokojnie, zaglądając bohaterom głęboko pod skórę.

Fascynujące było obserwowanie tego, jak to robi. Jak potrafi uchwycić moment, w którym rodzi się podejrzenie- tą jedną chwilę, gdy niewinna myśl zaczyna pęcznieć i przeistacza się w obsesję.

Autorka z dużą precyzją pokazuje mechanizmy narastającego obłędu i to, jak cienka bywa granica między racjonalnością a szaleństwem. Dbałość o psychologiczne niuanse oraz wielogłosowość tych wydarzeń, sprawiają, że całość została nakreślona niezwykle przekonująco. Klimat tych fragmentów momentami przywodził mi na myśl gęstą atmosferę „Lśnienia” Stephena Kinga. Ogromne uznanie dla autorki za mistrzowski warsztat i umiejętność budowania tak intensywnego napięcia :).

To, co również gra tu perfekcyjnie, to analiza traum ciągnących się za bohaterami przez dekady. Każda postać jest złożona, ukształtowana przez minione wydarzenia. Na uwagę zasługuje także motyw białego jelenia, który nadaje całości symboliczny wymiar. To element nieoczywisty, otwierający przestrzeń do interpretacji.

To były plusy. Mam jednak kilka zastrzeżeń, które zaważyły na ostatecznym odbiorze powieści. Miałam wrażenie, że wątków, osób i powiązań było momentami za dużo. Każda z tych nici mogłaby być świetnym kręgosłupem osobnej opowieści, ale zebrane w jednym miejscu sprawiły, że akcja traciła tempo. Nie jestem też fanką zakończenia w moim odczuciu zostało zbyt mocno skomplikowane i nie do końca wiarygodne, a pewne wątki okazały się zbędne.

Podsumowując

Gdybym miała oceniać „Chłód” tylko z perspektywy wydarzeń sprzed lat jako thriller psychologiczny, byłaby to mocna dziewiątka. Niestety nadmiar wątków oraz ostateczne rozwiązanie rozmyły to co podobało mi się najmocniej. Sprawdza się zasada: „czasami mniej znaczy więcej”. Mimo to, książkę bardzo polecam.